Do Marzycielskiej Poczty trafiliśmy przez przypadek – dzięki październikowej akcji w przedszkolu Wojtusia i tak się zaczęło… Wciągnęło i napędziło wiele nowych działań i pędzi dalej…

Z wszystkich dziecięcych okienek na początku najbardziej uwagę Wojtusia przykuła Natalka – ta „uśmiechnięta blondynka”, jak zwykł mówić… No i poszło – listy, przesyłki, posty, komentarze i… buziolki. Całe tony buziolków!

No i ciągle mało – a tu świąteczne ferie i okazja, żeby poczęstować Rodzinkę Sidło naszą śląską „moczką” i „makówką”. Zapakowaliśmy to w naszego małego „pędziwiatra” i w ostatnią sobotę starego roku do nich zawitaliśmy.

Od samego progu fantastyczna Rodzinka – cudowna Natalka od razu „zawłaszczyła” sobie Wojtusia dla siebie, całego, a my „baby” (o sorki razem z Darkiem, mężem Asi) miałyśmy czas na pogaduchy na „żywo”…

Mimo moich malutkich obaw (malutkich, a jednak) Wojtuś i Natalka spisali się wspaniale – oboje z charakterkiem, ale Kochani!!!

Szaleństwom, uściskom i wspaniałej zabawie nie było końca, i nawet nie wiemy kiedy minęło prawie pięć godzin jak tam przybyliśmy. Z żalem się żegnaliśmy – jak dobrzy, starzy znajomi, mrugnięcie ale zapewniamy, że to był dla nas „pierwszy” ale na pewno nie ostatni raz – wspaniała Rodzinko! mrugnięcie Brzeg przecież nie jest tak daleko…

No i tak się powoli rozpędzamy, bo wiosna niedaleko, więc już planujemy następne wyjazdy – do Brzegu i jeszcze kilku naszych Marzycielskich Przyjaciół. mrugnięcie Do zobaczenia!!!