Kacper to podopieczny Łódzkiego Hospicjum dla Dzieci. Chociaż chłopiec ma problemy z mięśniami i nie chodzi, a w oddychaniu pomaga mu respirator, to jednak na co dzień radzi sobie znakomicie. Od września tego roku jest uczniem pierwszej klasy szkoły podstawowej. Największym marzeniem Kacpra jest to, że kiedyś wyzdrowieje i będzie mógł biegać. Wasze dobre słowo na pewno doda mu motywacji do dalszych ćwiczeń.

Kacper Pietrzyk
ul. Ziemowita 7/2
92-413 Łódź

Imię dziecka:
Kacper Pietrzyk

Zainteresowania:
Klocki, gry planszowe, autka, układanie puzzli, granie w wyścigi samochodowe i piłkę nożną na Xbox. Więcej…

Wiek:
8 lat, ur. 26.02.2008

Rodzice:
Katarzyna i Andrzej

Choroba:
Zespół Dziecka Wiotkiego

Rodzeństwo:
Starszy brat Bartek

Mam na imię Kacperek, urodziłem się 26 lutego 2008 roku jako zdrowy maluszek. Ważyłem 3.750 kg, a mierzyłem 56 cm. Dostałem maksymalną ilość punktów Apgar. Rozwijałem się prawidłowo, nie miałem żadnych problemów zdrowotnych. Do 6. tygodnia życia wszystko było dobrze, aż mój rozwój fizyczny zaniepokoił moich rodziców. Zaczęły się problemy z moimi rączkami, a dokładniej mówiąc z mięśniami. Nie znamy dokładnych przyczyn, ale wpływ na to miało prawdopodobnie szczepienie. Z biegiem czasu nadal nie potrafiłem sam przytrzymać główki, chociaż miałem już około trzech miesięcy. Dlatego też rodzice zapisali mnie na rehabilitacje, które w pewien sposób mi pomagały, ale nie dały 100% efektów. Kto by przypuszczał, że to dopiero początek mojej walki z chorobą, której nikt się nie spodziewał.

Był październikowy wieczór, miałem wtedy siedem miesięcy, gdy trafiłem pierwszy raz do szpitala z oznakami duszności. Zostawiono mnie w szpitalu na obserwację i założono mi maskę tlenową na buźkę. Pogorszenie mojego stanu zdrowia nastąpiło nad ranem i zostałem wtedy podłączony pod respirator na 5 dni. W sali szpitalnej spędziłem 10 dni, po czym trudności z oddychaniem ustąpiły. Lekarze postawili diagnozę, miałem wirusa RSV, który był przyczyną mojego stanu. Zalecili rodzicom domowe inhalacje.

Po powrocie do domu mój rozwój fizyczny stanął w miejscu. Nadal nie utrzymywałem główki, moje rączki robiły się bezwładne, nie siadałem, nie raczkowałem. Chodziliśmy na rehabilitacje, które dawały słabe efekty. Minęły dwa miesiące. Rodzice myśleli że wyjdę z tego, że to nie może być nic groźnego, przecież urodziłem się zdrowy, dlaczego miałbym być aż tak chorym chłopcem.

7 grudnia znowu przestałem oddychać. Rodzice natychmiast zawieźli mnie do szpitala, gdzie podłączono mi respirator. Moje pierwsze Święta i Sylwestra spędziłem w szpitalu. W styczniu 2009 roku lekarze założyli mi PEG (Przezskórna Endoskopowa Gastrostomia), przez który jestem karmiony do dzisiejszego dnia. Tak mijały dni, tygodnie. W połowie marca wykonano u mnie zabieg tracheostomii. Moim rodzicom udało się wypożyczyć w Łódzkim Hospicjum Dla Dzieci respirator, dzięki któremu mogłem wrócić w końcu do domu. 31 marca 2009 roku mój dom stanął dla mnie otworem. Byłem najszczęśliwszym dzieckiem na świecie. Zostałem podopiecznym Łódzkiego Hospicjum dla Dzieci. Lekarze, pielęgniarki i pracownicy tej placówki przyjeżdżają do mnie i kontrolują stan mojego zdrowia do dnia dzisiejszego.

Obecnie mam już 6 lat i nadal sam nie oddycham, moje funkcje życiowe są podtrzymywane przez respirator. Przechodzę domowe rehabilitacje, które dają pozytywne efekty. Potrafię już poruszać rękoma i nogami. Bawię się zabawkami, układam klocki i maluje kredkami. Potrafię mówić i idzie mi to całkiem płynnie. Od września tego roku jestem uczniem klasy pierwszej w SP 205 w Łodzi. Mam głęboką nadzieję, że kiedyś w końcu wyzdrowieje. Chciałbym poczuć jak to jest chodzić, biegać, grać w piłkę z tatą, chodzić na zakupy z mamą i bawić się z moim braciszkiem. Kiedyś w końcu stanę o własnych siłach. Będę ćwiczył i ćwiczył i próbował żyć sam o własnych siłach. To moje największe marzenie!

Kacperek bardzo lubi dostawać kartki pocztowe i listy. Ma wtedy w oczach wielką radość i każe czytać sobie po kilka razy, co jest napisane.