Co można robić latem w Trójmieście? Cóż. Można wszystko. Można iść na plażę, i na Długą, na molo jedno, drugie trzecie zahaczając o jakieś muzeum, i imprezę, a rano pomaszerować do ZOO. Można. Ale można też odpalić laptopa by zaprzyjaźnić się z Marzycielską Mamą i pewnego dnia napisać: Odwiedzam Was jak obiecałam! Macie czas? Sobota czy Niedziela? Wybieraj!

To już drugie moje marzycielskie spotkanie, a raczej dopiero drugie. Pierwsze na szybko, zimą, przy minus dziesięciu stopniach, pomiędzy jednym pociągiem, a drugim z zimowym wrocławskim klimatem w tle. Gorąca czekolada, lody, bieganie po galerii, uściski, buziaki, zdjęcia, obserwowanie cudownej relacji Matka – Syn, czyli Joasia PopkoKubuś „Skubanek” Popko. Uważne oglądanie zwierzątek, plac zabaw, długa rozmowa i sprawdzenie na własną rękę, że w oczach Boga Joasia musiała być wyjątkowa by dostać od Niego takiego chłopca, w którego oczach odbija się niebo. Odbija się. Naprawdę. Sprawdziłam. A w jego śmiechu słychać echo miłości jaką obdarzyła go Mama.

Spotkanie w Tczewie – 1 lipca 2012

Lato w pełni, oczekiwanie na pociąg, opóźnienie, niepewność czy polubi i zaakceptuje, i zapach szczęścia tak często mylony z zapachem dzikich róż, mały chłopczyk czekający na stacji kolejowej. Mała rączka w mojej większej, ucząca cierpliwie mark samochodów, cierpliwie tłumacząca co i jak. Uśmiech topiący moje serce skuteczniej niż upał. Dziesiątki zdjęć, zjeżdżalnia, lody i happy meal, mała dziewczynka na moich kolanach, gaduła słodka, uścisk doświadczonej Mamy Szymona – mówiący więcej niż jakiekolwiek słowa, więcej niż troskliwe spojrzenia, którymi obdarzała swoją córeczkę i tą sąsiadki, która też z nami była.

I ten smutek, niewysłowiony, obecny gdy Mukolinek tak jak Szymon z lubością pochłaniał colę, a nie gdzie tam mleko! Puzzle, gry i resoraki, wygłupy, niepokojący kaszel, Prababcia, Dziadek i Babcia, serdeczność, podkradanie Babci zakładek z książek, galaretka, inhalacje, leki, mrówki-stoimy i patrzymy, bo Mateusz kocha mrówki, i mówi, i szczebiocze śmiejąc się jednocześnie. W jego śmiechu odkrywam echo radości, którą obdarza świat wraz z mamusią u boku. Na przekór mukowiscydozie. Tylko czasami wszyscy dookoła się smucą, gdy kaszle więcej niż zwykle i mówi jak to będzie policjantem… – Nie będziesz synku, nie będziesz – szepce jego Dziadek sam do siebie, a może do pani Babci czy Mamy Mateuszka, – nie będziesz, ale teraz nie musisz o tym wiedzieć.

Poznałam trzy rodziny, trzy cudowne matki, troskliwą babcię, zakochanego we wnuku dziadka. Jestem zachwycona – Marzycielami, ich cudownie ciepłymi rodzinkami, zdolnością do cieszenia się życiem, otwartością na moją osobę. Z nich powinniśmy brać przykład i pomysł na radzenie sobie z życiem. I ubarwiać ich życie podporządkowane radzeniu sobie z chorobą, cierpieniem niewinnych dzieci, żałobą. Upewniać, że nie są sami – mają w końcu Nas – bandę Marzycieli gotowych nieść uśmiech nie tylko pocztą, ale osobiście, personalnie od tak.

Emocje nadal opadają i już zaczynamy za sobą tęsknić. Nie sposób ich opisać i uporządkować. To nasze pierwsze spotkania i na pewno nie ostatnie. Dziękuje jeszcze raz.