Kiedy ponad dwa lata temu trafiłam na Marzycielską Pocztę nie sądziłam, że tak mnie to wciągnie. Marzycielska Poczta uzależnia, ale to takie pozytywne uzależnienie… Radość dzieci widoczna na zdjęciach, po otrzymaniu przesyłki jest czymś co daje energię na pisanie kolejnych listów (i stanie w godzinnych kolejkach na poczcie). Jednak czymś zupełnie niesamowitym jest spotkanie małego marzyciela i poznanie go osobiście.

W Gdyni

Moje pierwsze spotkanie z „Marzycielskim dzieckiem” miało miejsce w Gdyni wiosną zeszłego roku. Kuba Ostasz wraz z mamą i siostrą przyjechali na wycieczkę do tego miasta. Pierwsze spotkanie, ogromny stres, ale i radość, że wreszcie będę mogła poznać tego uśmiechniętego chłopca uśmiech Było wspaniale, zwiedziliśmy Gdyńskie Oceanarium, gdzie największą frajdą było głaskanie ryb oraz obeszliśmy pobliskie stragany z pamiątkami. Kubuś staranie wybierał prezenty dla każdego swojego przyjaciela. Najpiękniejsze było to, że ten „słynny uśmiech” w ogóle nie znikał z jego twarzy! Kolejne nasze spotkanie było dość nietypowe. uśmiech Ja wracałam pociągiem z Warszawy,a rodzinka Ostaszów jechała na turnus do Małego Gacna. Kilka dni wcześniej umówiliśmy się, że w Warszawie dosiądę się do nich i do Bydgoszczy będziemy jechali razem. uśmiech Pomysł bardzo mi się spodobał, milszego towarzystwa podczas podróży chyba nie można sobie wymarzyć. uśmiech Niestety podróż minęła tak szybko jak nigdy… Stanowczo za szybko – w tym przypadku. uśmiech

W Dinoparku

Kolejne spotkanie tym razem z Hubertem Dłuskim i jego rodzicami. 3 maja rano dostałam smsa od Pauli, że mama Huberta prosi żebym się z nimi skontaktowała. Okazało się, że jadą do Dinoparku do Gdańska! Szybka decyzja, wsiadamy w tramwaj i wraz z koleżankami znajdujemy się w Oliwie. Hubercik z początku bardzo zawstydzony, ale po obejściu całego ZOO udało się… chyba się do nas przekonał. uśmiech W Dinoparku nawet został naszym małym braciszkiem, z którym wysiadywałyśmy wielkie jaja i „jeździłyśmy” na dinozaurach. Czas jak zwykle minął za szybko, pamiątkowe zdjęcia i do domku.

To nie koniec tych wspaniałych spotkań. Kolejne miałam umówione z Mateuszkiem Szostakiem 30 czerwca w Galerii Bałtyckiej. Rano pobudka, ostatni egzamin… Potem do domku i szybko do Galerii. Oczywiście w międzyczasie wielki deszcz i burza. Pierwszą poznałam Magdę – mamę Mateuszka, niesamowita i bardzo ciepła osoba. Później pojawił się dziadek, niesamowity Pan Marek, który z taką czułością podchodzi do wnuka, że byłam szczerze oczarowana. Następnie Babcia Matiego, Ciocia Asia i wreszcie pojawia się Mateuszek! Mały chłopiec z wielkim uśmiechem na twarzy podchodzi, wita się ze mną i o dziwo wcale się nie wstydzi. Spotkanie było bardzo krótkie, bo Mati był już zmęczony, ale do tej pory bardzo miło je wspominam.

Któregoś dnia przeczytałam na Marzycielskiej Poczcie, że rodzinka Szostaków wybiera się do szpitala, do Gdańska na kontrolne badania… Taka okazja, jak nie skorzystać i nie wyściskać tego małego, dzielnego i niesamowitego chłopca? Oczywiście pojechałam pod szpital, wyściskałam Matiego, któremu buźka się nie zamykała uśmiech Mateuszek to niesamowity gaduła w poczekalni zabawiał wszystkie Panie! uśmiech

Kolejne spotkanie odbyło się 1 sierpnia. Spotkaliśmy się w Galerii, skąd razem wyruszyliśmy na badania (których Mati miał tego dnia bardzo dużo). Z racji ,że było troszkę czasu, poszliśmy na spacer, do lasu obok szpitala. Potem niestety trzeba już było iść na oddział. To było niesamowite patrzeć, jak Mateusz, po pobraniu krwi, mimo bólu wyszedł z uśmiechem na twarzy…

Następne spotkanie 10 sierpnia, znów w szpitalu… Tym razem pobudka o 7, żeby na 9 zjawić się na oddziale. Dzień wcześniej Mati wymyślił, że po badaniach porwie mnie do Tczewa. Starannie zaplanowane porwanie… musiało się udać. Nie miałam nawet jak uciec, bo posadził mnie na środkowym siedzeniu w aucie… Ale kto by chciał uciekać, gdy wkoło tyle wspaniałych, uśmiechniętych osób… uśmiech

Gdy dojechaliśmy na Kasztanową, pierwsze co, zabraliśmy się za składanie bramek. Potem były mecze, wygłupy, gry… Dużo gier.. śmiech Jak zwykle było wspaniale. Niestety trzeba było wracać do domu… Ale kolejne spotkanie było już zaplanowane, więc na długo się nie rozstawaliśmy. uśmiech

Gdy przyjechała do mnie Paula, postanowiłyśmy pojechać do Tczewa. 23 sierpnia z pewnością na długo pozostanie w mojej pamięci. Mimo,że był to bardzo męczący dzień – było wspaniale. Były prezenty, pyszne ciacho, gra w Kinecta , która była moim debiutem… Potem wypad do pizzerii, a następnie długo wyczekiwany mecz w nogę. uśmiech Dawno się tak nie wybawiłam. Mati to wspaniały bramkarz, nawet nie wiecie z jaką zawziętością i poświęceniem stał na bramce! uśmiech

Na koniec poszliśmy na duży plac zabaw, gdzie nie tylko Mati, ale także ja i Paula mogłyśmy skorzystać z atrakcji.. W końcu nikt tam nas nie znał.

Wszystko co dobre szybko się kończy… Niestety i tym razem dzień zleciał stanowczo za szybko.

W Sławnie

Kolejnym „marzycielskim spotkaniem” było poznanie Natalki Sidło i jej rodziców 12 lipca. Myślę, że to było jedno z moich małych marzeń, bo odkąd trafili na „Marzycielską Pocztę” chciałam poznać tą niesamowitą rodzinkę. Nie ukrywam, że trochę się denerwowałam jak to będzie. Dzień wcześniej koleżanka powiedziała mi „Kochasz te dzieci, więc jedź i baw się dobrze!„. Powtarzałam sobie to całą podróż. Przejechałam 150km żeby poznać Natalkę, Panią Asię, Pana Darka… W głowie miałam wyryty obraz wspaniałej rodzinki, niezwykle ciepłej… Wcale się nie pomyliłam. Cała rodzina okazała się być wspaniała, sama Natalka niezwykle żywa, kochana i urocza! Opowiadała o swoich rodzicach, o spotkaniu z Kamilem Bednarkiem, czytałyśmy menu, które chyba nauczyłam się na pamięć, obeszliśmy całe Sławno, aż wreszcie znaleźliśmy miejsce, w którym można było usiąść i zjeść lody. Niestety pogoda nie dopisywała, było okropnie zimno , więc trzeba było się chować, by nie zmoknąć. Czas mijał jak zwykle za szybko, tym razem na tyle szybko, że jak spojrzałam na zegarek była 16.40… O 16.50 odjeżdżał mój pociąg, więc biegiem na dworzec… udało się, zdążyłam. Trochę szkoda… Z tak wspaniałymi ludźmi chciałoby się spędzić więcej czasu, szkoda,że dzieli nas tyle kilometrów.

22 sierpnia udało zorganizować się kolejne spotkanie. Tym razem miałam szczęście poznać Natalkę Stosik, która wracała z wakacji. Niesamowita, roześmiana dziewczynka… Podobnie jak reszta rodzinki, która wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. uśmiech Wszyscy byli otwarci, uśmiechnięci i wygadani… uśmiech Niestety nasze spotkanie nie trwało zbyt długo, ponieważ przed całą rodzinką był jeszcze kawał drogi do domu…

Spotkanie z każdym z wyżej wymienionych dzieci z pewnością na długo pozostanie w mojej pamięci. Każda z tych rodzin jest niesamowita, bardzo ciepła i oddana naszym małym marzycielom. Liczę na więcej takich spotkań, bo wszyscy jesteście wspaniali!