Tak siedzę i myślę, jak ubrać w słowa mój piękny urlop? I okazuje się, że to nie takie proste, tym razem dla mnie. śmiech Może zacznę od początku, 24 lipiec o drugiej w nocy dzwoni budzik… aaa to już? Jej! Tak patrzę na Roberta (Baturka), który już gościł od piątku, trzeba wstać, napić się kawy, pójść z pieskiem… Gotowe!

Idziemy na tramwaj w cichą noc, przy pięknym gwieździstym niebie, będzie ładna pogoda, a teraz przed nami długa podróż, której nie mogę się doczekać. uśmiech O czwartej rano podjechał pociąg do Katowic, a o piątej pociąg z Katowic-Morąga, który jechał, jechał i jechał i tak spędziliśmy 14 godzin już w pełnej radości, że jedziemy, że to JUŻ. Ostatnia godzina, to czas wyczekiwania, kiedy będziemy na miejscu.

Pociąg dojeżdża, już jesteśmy w ostatnim wagonie, wysiadamy i patrzę jak cudownie Hubercik, mały dżentelmen, czekał na mnie z różyczką. O jej, to dla mnie? Dziękuję. uśmiech Wieczór upłyną w świecie Gormitów, których moc przywoływaliśmy w późniejszym czasie naszej podróży. śmiech

aCiaaa, Baturka, Hubert

Noc szybko zleciała i cały dzień był dla nas. Ooo tak, spacer po Morągu i nasz przewodnik Hubert, który kazał iść parami… śmiech Dowiedziałam się wszystkiego na temat tego co wiedział o armacie, a nawet jeżeli nie wiedział, to też coś powiedział. śmiech Mogłam pytać naszego przewodnika, który wytłumaczył wszytko dokładnie, jakby były jakieś wątpliwości. Huberciku, z Ciebie to byłby dobry przewodnik! Próbowałam wypompować wodę, ze studzienki, ale mi nie wyszło:P Za to Robertowi tak, hmn.. nie wiem jak on o zrobił, pewnie użył mocy gormitów wody.

Po spacerze nad jeziorem, weszliśmy na wartownie, gdzie mam już dużo mniejszy, ale wciąż lęk wysokości, ale co tam… Potem było kizi mizi, czyli kto kogo bardziej wygilgocze, powrót znowu na wartownie, gdzie również Robert się pokusił. Kiedy wróciliśmy mama Alicja zajęła się obiadem, a my co robiliśmy? śmiech Bawiliśmy się w ninja, wojnę na poduszki, ale ciii, nic nie mówimy mamie:D Ci, nic a nic, cicho śmiech Po obiedzie był plac zabaw. O rajuuu, juhu, jak się wyszalałam, zapytałam nawet czy mają jakiś regulamin? śmiech Odwiedziliśmy straszny zamek i zrobiliśmy swój własny wieczorem w piasku. śmiech Ostatni dzień, już na spokojnie zagrywaliśmy się w planszowe gry, aby na podróż wystarczyło sił. Hubercik mówił mi, że nie chce żebyśmy jechali, ech… cieszę się, że mogliśmy mu dać tą chwilę z nami. uśmiech

Odprowadzili nas, na szczęście Hubercik z uśmiechem nas pożegnał, ale za 5 min przyszedł sms, że za rogiem się rozpłakał, że mamy wracać… z chęcią tam powrócę. uśmiech Dziękuję, że mogłam Was poznać. :*

Następny kierunek Licheń, weekend ze znajomymi, czas refleksji. Mogłam opowiedzieć o tym, co w mym pięknym urlopie.

W niedziele wyruszyliśmy do Kubusia, do Zaździerza, gdzie wspaniała mama Ewa pomogła nam się dostać organizując dla nas transport. Dziękujemy. uśmiech I tu właśnie idąc po schodach PKP wzywaliśmy moc gormitów, bo jakieś ciężkie te nogi. Co prawda patrzyli na nas dziwnie, ale moc gormitów nam pomogła. śmiech

Zaździerz… jak tu pięknie, cicho, las, jezioro …:)) Z Kubusiem widziłam się już po raz trzeci. Oni byli wówczas na wycieczce, a my rozgościliśmy się u nich w oczekiwaniu. uśmiech Gdy zadzwonił telefon, że wracają, poszliśmy się wyściskać… Och, ten uścisk i mocne ręce Kubusia. Kubuś pomógł nam poskładać namiot i napompować materac, po czym miał spędzić jedną noc z Robertem, a ja miałam spać na jego miejscu, ale coś się pochorował, szkoda, ale może jeszcze kiedyś będzie okazja. mrugnięcie

Do południa Kubuś miał rehabilitacje, po południu mogliśmy spędzać razem czas. Na basen i na ćwiczenia mogliśmy chodzić z Kubusiem, towarzyszyć mu i zobaczyć jak to wygląda. Ile wkłada swojej pracy i wysiłku. Z podziękowaniami dla rehabilitantów, że nam pozwolili. uśmiech A po południami były wariacje na basenie, robiliśmy gadające stworki i kotki z papierowych talerzyków, malowaliśmy buzie, graliśmy w różne gry, pływaliśmy też na rowerku wodnym, cieszę się, bo część czasu spędziła z nami też jego koleżanka Asia. uśmiech

W Zaździerzu

Jednego popołudnia przyjechała Eliza ze swoją fantastyczną i wartościową rodzinką, oraz Wiktoria Konowada z mamą i w ten oto sposób poznałam koleją marzycielkę. uśmiech

Poszaleliśmy na basenie, zrobiliśmy sobie grila, a oni pograli sobie na boisku i postrzelali sobie takimi fajnymi, piankowymi nabojami. uśmiech

W ostatni dzień kiedy poszłam z Kasią do sklepu widziałyśmy piękną sarnę i uciekałyśmy prawdopodobnie przed młodym, natrętnym szerszeniem. Wstręciuch jeden.

W piątek Elizy tata z bratem Wiktorem zawieźli nas do Kutna, za co serdecznie mu dziękujemy. Stamtąd mieliśmy pociąg do Laskowic Pomorskich. uśmiech

W Laskowicach przywitała nas Mukolinka z mamą. uśmiech A z Natii to jest tak, że do niej pierwszej napisałam list z harcerzami i obiecałam, że kiedyś się spotkamy i się udało. Bo nawet te malutkie marzenia są do spełnienia, tylko trzeba ciut im pomóc. uśmiech

Jedziemy i Robert krzyczy: O kura, rozjedź ją, będzie na obiad. śmiech Po czym słyszy – to moje kury. śmiech Jesteśmy u Natalki, jej wieś, kocham te klimaty, już jestem zachwycona uśmiech Poznałam fantastycznych dziadków Natalki. uśmiech

Idziemy, a raczej jedziemy na deskorolce, z której też podczas zjazdu z górki zaliczyłam siad płaski. śmiech Na polu okrągłe bale i długo nie trzeba było mnie podpuszczać. Ja nie dam rady? Ja nie dam rady? Oczywiście, że dam i poszłam pokulałam bal, a co.

Próbowałam wejść na drzewo i kiedyś w innych butach to zrobię, nawet bez pomocy Roberta.
Dałam się namówić na park linowy o.O i wiedziałam, że jeżeli pokonam pierwszą przeszkodę, to i kolejne. Co prawda w połowie był mały kryzys… Nie lubię zjazdów blee, ale po zejściu i przejściu stwierdzam, że pokonałam swoją słabość, z czego się cieszę i następnym razem znowu wejdę, nawet na tą czarną tylko poćwiczę trochę ręce.

Z Natalką

Próbowaliśmy wyrwać kukurydzę, czyli familiada w naszym wykonaniu, a czy smaczna nie wiem, oni mówili, ze nie bardzo.

W sobotę nie maiłam już takiej passy w grę w Jenge i przegrałam, więc musiałam wykonać dwa zadania. Ja miastowa, gdzie kupuję kurę bez pierzy w sklepie, miałam za zadanie taką złapać biegającą. śmiech I wiecie, że złapałam, cufalem, ale się udało wykonać zadanie, także radość była wielka. śmiech W niedziele, odwieźli nas do Laskowic. Koniec przygody, koniec urlopu. smutek

W Poznaniu czekała niespodzianka, zwana pociągiem z Woodstocka, gdzie dużo ludzi jechało tak jak ja na Śląsk, ale mi się udało wracać siedząc :P, a Robertowi z Poznania do domu zostało już tylko 100 km. Teraz trzeba tylko czekać na kolejny urlop.

Ja im dałam cząstkę siebie, a oni mi bezcenne wspomnienia, chwile zapomnienia i radości, spontaniczności, nie widzialne dla oczu piękno, dzięki któremu zachwycać idzie się najmniejszym stworzeniem, gestem, kwiatkiem, czymkolwiek. uśmiech

I tak się rozmarzyłam w drodze powrotnej, że jestem szczęściarą, że miałam swój wymarzony urlop.
Przed urlopem pytali mnie, czemu nie góry, czemu nie morze, tylko chore dzieci? Wiedziałam, że nie każdy to może zrozumieć, dlatego mówiłam, że taki chcę, a przecież urlop jest po to by wypocząć, a ja wypoczywam w ten sposób, w ten sposób ładuję swoją baterię potrzebą do pracy, ja po prostu nie potrafię odpoczywać nic nie robiąc.

Dziękuje, że mogłam kiedyś trafić tu na MP, że poznałam już tyle marzycieli. Dziękuję rodzicom, że dają taką możliwość poznania się, za ich otwartość, by ktoś za szklanego ekranu mógł się przybliżyć w realnym świecie. I dla mnie to bezcenne wspomnienia, które czule pielęgnuje. uśmiech

Dziękuje. ::-*: