To było prawie pewne, że w ferie pojawimy się we Wrocławiu u swojej rodzinki. A jeśli Wrocław to koniecznie po Marzycielsku… mrugnięcie

Pojechaliśmy z Wojtusiem w środę 20 lutego i już tego wieczoru miałam wielkie szczęście spotkać się z moją Bratnią Duszą – Cioteczką Elą. Kobieta ta – to ewenement na skalę światową – największe stężenie bezinteresownej miłości do dzieci, zaangażowania, ciepła…(można by długo wymieniać mrugnięcie i determinacji oraz pozytywnej energii życiowej w tak drobnej i niepozornej osóbce. mrugnięcie

Czekoladowe chwile zleciały zbyt szybko…

Kolejnego dnia, już w towarzystwie Wojtusia spotkaliśmy się ze Kubusiem Skubankiem i jego mamą – nie mogło być inaczej. Do tej pory byłam przekonana, że mój młodszy synuś to wulkan niespożytej energii, dopóki nie zobaczyłam w akcji Kubusia. mrugnięcie

Razem stworzyli mieszankę wybuchową – było głośno, szybko i mokro (fontanny nie miały szans…) . Dzieciaki szalały, aż ostatecznie Wojtusiowi dostała się pamiątka – guz na czole wielkości kurzego jaja… mrugnięcie Zanim jednak się pożegnaliśmy utarczka poszła w niepamięć – męska przyjaźń została zawiązana… mrugnięcie

Trzeci dzień – powrót do domu, ale koniecznie z drugim już „dotarciem do Brzegu” – to było planowane od grudnia i musiało zostać zrealizowane. Księżniczka Natalka miała przecież swoje 10 urodziny i nie mogło obyć się bez przytulasków i buziolków…

Miałam niezłą tremę, gdyż prezentem była moja pierwsza, własnoręcznie uszyta lala… Jakież było moje zdziwienie, kiedy zobaczyłam Natalkę w warkoczach – takich samych jakie posiadał nasz prezent!! Było cudnie…

Dziękuję Wam Kochane Marzycielskie Rodzinki!!!

Do zobaczenia na wrocławskim rynku 11 maja tego roku!!!